wtorek, 19 listopada 2013

'David Copperfield' to ain't no iluzjonista


Z książką jak z dziewczyną – nie może być gruba. Taki mi powtarzała pani w szkole i przez wiele lat tej zasady się trzymałem. Był okres w moim życiu w którym zagalopowałem się tak daleko, że każdą książkę uważałem za grubą.
'co, 30 kartek, czy ktoś kiedykolwiek przeczytał taką cegłę?'
Z wiekiem jednak młodzieńcza zapalczywość przygasła i dziś zdarza mi się sięgnąć po grubszą książkę, choć otyłe dziewczyny nadal mnie nie pociągają. Kto wie, może i to się kiedyś zmieni.
Jednym z prawdziwych grubasów jaki wziąłem do ręki był 'David Copperfield' Całego tytułu nie zamierzam przytaczać bo jest on dłuższy niż lista moich podbojów miłosnych. Czyli bardzo długi, chodzi bowiem o podboje nieudane.

Dla usprawnienia podaję na wstępie imiona bohaterów przewijających się przez moją świetną recenzję wraz z dogłębną ich charakterystyką:
Dejwid Kopperfield – dobry chłopak
Agnieszka – dobra, bo sypia z Dejwidem
Dora – dobra, bo sypia z Dejwidem
Óriah Heep – książkowy Bed Boj
Steerforth – też zły, choć to ukrywał

Nie będę Was oszukiwał, książka ma swoje wady.
Losy Dejwida nie są specjalnie porywające i niewiele jest tam zwrotów wydarzeń. Nieoczekiwanych zwrotów jest zaś jeszcze mniej.
Postacie z Koperfilda są dzielą się tylko na czarne i białe; wszystkie posiadają cechę wspólną – są płaskie (no, z dwoma wyjątkami ale o tym później).
Tajemnice, które na początku zdawały się być wielkie i, no tajemnicze, okazują się błahe i splunięcia niewarte.
Zbiegi okoliczności są nagminne i zupełnie nieprawdopodobne, choć główny bohater nie może narzekać, oto przykłady:
'Och, Dejwid, ojciec Dory nie chce się zgodzić na wasz ślub? Nic się nie bój, dalej jak dwie kartki już nie pociągnie'
albo:
'Och, Dejwid, jedna żonka ci się znudziła i chętnie przeleciałbyś jakąś inną? Nie ma problemu, twoja stara już wyciąga kopyta ale zdąży jeszcze zachęcić tamtą, by dała ci dupy'
albo:
'Och, Dejwid, twój bogaty kumpel odbił laskę rybakowi? Jest sprawiedliwość na świecie, podrywacz zginie podczas sztormu a jego zezwłok morze wyrzuci akurat pod chałupką tegoż rybaka.'
Co więcej, brak jest wulgarnego języka, pikantnych scen i przemocy. Napięcie rośnie tylko na krótką chwilę, gdy Dejwid uderzył Óriaha. Z liścia. Dajcie spokój, z liścia to ja nawet swojej żony nie biję tylko pięścią walę. Sam Dejwid po zadaniu 'ciosu' mało nie zszedł z powodu wyrzutów sumienia., pacną zaś go za to, że Heepowi podobała się Agnieszka i ten chciał się z nią żenić. Heh, ja w jego sytuacji, jak na dżentelmena przystało, lałbym kułakiem w mordę a na pytanie 'za co?' odpowiedział tekstem Lindy z Psów: Pierdolisz moją kobietę!

Jak już mówiłem, książka ma swoje wady. Jest ich wiele i są wielkie. Ale co z tego, skoro całość czyta się fantastycznie i jest wciągająca jak żadna inna? Nawet nie próbowałem się opierać jej czarowi, kibicowałem młodemu Dejwidowi, naprawdę mu kibicowałem, żeby udało mu się przespać z Dorą, martwiłem się o los Agnieszki, żałowałem starego Pegotty'ego.
Wielką siłą książki jest styl Dickensa i narracja z nutą nostalgii. Choć sama historia nie jest świetna to jest za to opowiedziana w sposób po prostu genialny. Każde zdanie jest wspaniałe, po prostu poezja.
Oto przykład:

Pobiegła naprzód i wskoczyła na spróchniałą deskę sterczącą nad głęboką tonią. Widzę ją – i gdybym był malarzem, oddałbym wiernie spojrzenie, jakie zatopiła w oddali,, a które mi na zawsze zostało w pamięci. Po chwili jasna, rumiana, tryumfująca podbiegła do mnie i zapomniałem o strachu, jaki mnie zdjął przed chwilą, i o tym, że krzyknąłem wołając o ratunek, chociaż nikogo nie było w pobliżu. Wiele lat później, myśląc o tym i o tajemniczych zagadnieniach istnienia, wobec tego objawu pociągu do niebezpieczeństwa, pytałem siebie nieraz, czy nie lepiej by wyszła na tym, jeśliby życie straciła w tej chwili? Pytałem siebie, czy gdyby wówczas odsłonione przede mną zostały przyszłe koleje jej życia i gdybym dziecięcym rozumem obliczyć mógł ich rozciągłość, a ode mnie zależało ratować ją od niebezpieczeństwa, czy dobrze bym zrobił ratując? A był czas, w którym na pytanie, czy nie lepiej wyszłaby na tym, jeśliby ją morskie w tej chwili pochłonęły fale, zmuszony byłem odpowiedzieć we własnym sumieniu: tak, byłoby lepiej.

I co, nie ładnie?

Dickens jest tak dobry, że gdyby kazać mu napisać podręcznik z wytrzymałości materiałów to też czytałoby się go świetnie i każdy zaliczyłby zmorę poznańskiej polibudy na 5.
Jest on też na swój sposób podobny do Scotta Fitzgeralda. Łączą ich średnie, w porywach niezłe fabuły, fantastyczny styl, lekkie pióro i skłonność potomnych do przenoszenie ich prozy na ekran. Tu jest pies pogrzebany – jeżeli z ich książek zabierze się to, czego w kinie nie da się pokazać, tj. piękna słów i konstrukcji zdań to cóż ciekawego pozostanie? W życiu nie sięgnąłbym po książkę gdybym wpierw zobaczył w telewizji Koperfilda albo Czułą Jest Noc. Powiedziałbym pewnie: co za bzdury, prawdziwi macho, taki jak ja, nie traci czasu na telenowele, to obciach jeszcze większy niż pisanie bloga.

Jedna rzecz jeszcze i kończę; wspomniałem mianowicie, że wszystkie postacie z tej książki są płaskie jak klata Anji Rubik, z pewnymi jednak wyjątkami. Wyjątki te to Steerfoth i Óriah Heep.
W dzisiejszych czasach postępek Steerfotha, tj. uwiedzenie Emilki i przelecenie jej na wszystkie sposoby nie zostałby przecież zganiony (o, spoilerek). Dobrze, że nie żyję w tamtych czasach – jeżeli za wykorzystanie jednej dziewczyny spotykał człowieka ostracyzm to co by ze mną było? Ludzie na ulicach zasłanialiby oczy córkom gdybym przechodził obok w obawie o ich cnotę. No dobra, nie tylko córkom, synom też.

Drugi wyjątek to Óriah. U Anglosasów powszechnie uważa się go za najbardziej odpychającego i podłego bohatera ze wszystkich książek Dickensa (a tych trochę było). Jest przedstawiony jako oszust, złodziej, wiecznie liżąca dupę kanalia. Nawet jego aparycja jest odstręczająca, co zapewne ma w czytelniku wywołać i pognębić niechęć do niego. Na początku był zwykłym pomagierem u ojca Agnieszki, prawnika. Z czasem okazał się być manipulatorem który przeją kontrolę nad kancelarią, oszukał wielu ludzi na grubą kasę oraz, co najgorsze, chciał zaciągnąć Agnieszkę do łóżka. Oj, jakiego łóżka, do ołtarza. Ja Óriasza nie potępiam, ja go żałuję i mam dla niego sympatię. W książce widzi się jego czyny i podług nich go ocenia ale są też zawarte trzy zdania, przez samego Heepa wypowiadane które dają wgląd w motywy nim kierujące. Chłopak przecież zdolny i ambitny od maleńkości chowany był w przytułku gdzie biciem od głów wbijano filozofię dla półsierot i biedoty – trzeba był posłusznym. Czy możecie sobie wyobrazić jak sfrustrowany on musiał być? Chcecie coś osiągnąć, być kimś, macie ku temu predyspozycje (poza dobrym urodzeniem) ale opiekunowie łamią kark, zmuszają do uległości, dręczą, że tylko sługą będziecie mogli zostać. I to sługą bardzo posłusznym. Patrząc na charaktery Dejwida i Óriaha można śmiało stwierdzić, że panicz Dejwy by się poddał i dał ułożyć katom z sierocińca według ich uznania. Óriach się nie dał, wytrwał, zachował swoją ambicję ukrytą głęboko. To, że w późniejszym życiu oszukiwał i kradł – może był w tym element zemsty? A Agnieszka, ta blachara? Zawsze leciała na dobrze urodzonego Dejwida za którym stała niebiedna opiekunka. Na brudnego Óriasza który przepisywał papiery u niej w kuchni nawet nie spojrzała. Nie jest lekko, jak nie ma kasy to się jest nikim. Nie dziwne, że po latach upokarzania człek chce wziąć odwet i wyrwać do lepszego życia.

Cechą mojego charakteru jest to, że nie potrafię potępiać ludzi rządzonych przez silne namiętności (niekoniecznie w sensie seksualnym) i którzy dla celów przez te namiętności wyznaczonych, nie ważne jak niskich, poświęcają całe życie i energię. Jak Steerfoth, który dla celu, jakim była Emilka zerwał więzi z matką i uszedł z domu. Jak Óriah, który dla dla celu jakim była fortuna i Agnieszka nie cofał się przed niczym. Nie potrafię potępiać takich ludzi bowiem ja jestem dokładnie taki sam.

Podsumowując – choć nie wolna od wad książka ta jest zajebista i świetnie się ją czyta. Przebojem wdarła się mojej TOP 5 książek ever. Pamiętam jeden fragment z "Trzech Sióstr" Czechowa:
"A gdyby tak zacząć życie od nowa? I to z całą świadomością? Gdyby jedno życie można było przeżyć, jak mówią, na brudno, a drugie na czysto?" Książki tak mądre jak D.C. poniekąd to umożliwiają. Ze wszystkich wyborów jakie w życiu dokonał panicz Dejwy płyną przecież nauki które służyć mogą w naszym czystopisie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza